MAŁGORZATA BIELA

fot. prywatne archiwum poetki

Urodziła się w Kielcach, mieszka w Skarżysku-Kamiennej, ale przez kilkanaście lat pracowała na prawdziwej świętokrzyskiej wsi jako nauczycielka. Chłonęła tę wieś, uczyła się jej. Teraz zbiera owoce tej pracy. Najbardziej ze wszystkiego na wsi lubi ciszę, nieujarzmioną przyrodę, wiejską muzykę i wiejską gwarę, w tym swoisty wiejski humor. 

Czerwone i bure

Czerwone i bure, a baby niektóre

same se poradzą i z największą władzą.

Zbliżała się zima, potrzeba opału,

chrustu na podpałkę sporo by się zdało.

Poszła baba pod las, nazbierała podpoch,

zjawił się leśniczy – baba wpadła w popłoch.

Czerwone i bure wrzucała na furę –

widział ją leśniczy, jak on to policzy.

Pan leśniczy dla niej bardzo był łaskawy,

nie spisał mandatu, nie założył sprawy.

Przestraszoną babę zabrał na polankę,

o zbieraniu chrustu zrobił pogadankę.

Czerwone i bure, mądry pan leśniczy –

baba miała szczęście, bo była w spódnicy.

Panu leśniczemu tak spojrzała w oczy,

że w czasie wykładu… spodnie sobie zmoczył.

Za to, że uważnie baba go słuchała,

sto procent upustu na chrust otrzymała.

Czerwone i bure, a baby niektóre

zamiast panikować muszą se folgować …

 * “Czerwone i bure” to klasyczna przyśpiewka ze świętokrzyskiego, śpiewana często na weselach przez kapelę Franka Zielińskiego ze wsi Radkowice oraz przez zespół Adamczyków. Jej urok polegał na tym, że muzycy chodzili z  instrumentami wokół weselnego stołu a goście, na poczekaniu  wymyślali przyśpiewkę np. o pannie młodej, albo jakimś zacnym sąsiedzie, matce chrzestnej i ją śpiewali przy wtórze kapeli. Na kogo była przyśpiewka, ten musiał odśpiewać. Zabawa była przednia.

Zośka

Zośka miała za mąż wydać się w tym roku

i marzyła zawsze o ładnym chłopoku,

więc na pierwszym planie chciała mieć amanta –

z ochotniczej straży wzięła komendanta.

Życzyli jej wszyscy pomyślności wszelkiej,

mimo że urody to nie miała wielkiej.

Za to miała w swoim posagu hektary,

co zdziałały dalej cuda, czary-mary.

Kiedy komendanta w sobie rozkochała,

urodziła syna – cała wieś wiedziała.

Mąż był specjalistą w gaszeniu pożarów –

lał sikawką wodę prawie bez umiaru.

Potem raz niejeden wyjeżdżał do akcji

i zwykle syrenę włączał po kolacji.

Zośka przez dzień cały plewiła buraki,

a komendant straży ciągle gasił krzaki.

Wychowała synów ładnych po tatusiu –

poszli w ślad za tatą, gdy robili siu-siu.

Zośka wcześnie z rana biegła do obory,

a mąż trzymał wartę, bo były wybory.

Zośka po cichutku popłakała w rękaw,

małżonek komendant chronił prezydenta.

Były raz niejeden i kłótnie i dąsy,

ale najważniejsze – mąż miał piękne wąsy.

Kiedy lata przeszły, posiwiały włosy,

on za swoją służbę dostał parę groszy.

Nie wiadomo tylko, co też Zośkę spotka –

w najgorszym wypadku czeka ją żywotka

no i piękne zdjęcie na ślubnym portrecie,

a co będzie dalej, przecież wy to wiecie.

Kaśka

Kaśka z Górek Sołtysowa ma myśli stokrotne –

wymyśliła własny biznes, jeździć chce na miotle.

Na swej łące, co z uprawy nie przynosi zysku,

założyła w Krajno-Górze dla mioteł lotnisko.

Na przełomie grudnia-stycznia miała wielki zapęd,

wymyśliła, jak tym miotłom zrobić dobry napęd.

Wielką myśl jej podsunęli w telewizji nocnej,

że najlepszy napęd w świecie to babskie emocje.

Jak się baby zbiorą razem w swym gospodyń kole,

to energii naładują, że ja cię chromolę.

Lepsza będzie niż z Orlenu najdroższe paliwo –

na tym właśnie opierają transakcję uczciwą.

Jak się baba wnerwi sporo i na miotłę siądzie,

szybsza będzie niźli Arab na swoim wielbłądzie.

Jeden tylko problem jeszcze gnębi naszą Kasię –

czy do miotły bagażniczek to wymyślić da się?

Niedaleko, bo w Brzezinkach, mają zapas brzózek –

każda baba osobisty będzie miała wózek.

Od tej pory już nie będą baby w domu siedzieć,

bo – bez łachy – same sobie zapobiegły biedzie.

Raz na ludowo, bęc! To jest oberecek

Raz chłopaki z Pokrzywianki ulepiły dwa bałwanki.

Oj, tup-tup, da-da-dana, dwa bałwanki tańczą z rana! (2x)

A ten większy to Mateusz. Założyły mu kapelusz.

Oj, tup-tup, da-da-dana, dwa bałwanki tańczą z rana! (2x)

A ta mniejsza to Agatka, na jej głowie ciepła smatka.

Oj, tup-tup, da-da-dana, dwa bałwanki tańczą z rana! (2x)

Wnet zerwało się wietrzysko, zrobiło im weselisko.

Oj, da, dana tup-tup, dana-tup-tup weselisko rób-rób! (2x)

Wiatr Agatce zerwał smatkę i w śnieg zrzucił kieckę.

Oj dana, jak tu teraz tańczyć oberecka, tańczyć oberecka? (2x)

Zapowiedzi

Dzisiaj wieczór cały czekam na Mariana –

sprawdzę, czy ja jestem jego ukochana.

Szybko się maluję, fryzurę układam.

Blada i przejęta, na łóżeczku siadam,

bo w kościele poszły nasze zapowiedzi.

Czy mnie Marian kocha? – muszę się dowiedzieć.

Figlowałam z Władkiem, co miał ładne oczy,

ale po miesiącu do Tereski skoczył.

Ze Staśkiem jeździłam do miasta na furze,

ale już nie będę jeździła z nim dłużej.

Jak bił konia batem, żeby jechał prędko,

to przed nim zamknęłam do domu okienko.

Mariana poznałam kiedyś na zabawie

i mnie potraktował grzecznie i łaskawie.

Lody mi kupował i piwo w bufecie,

więc serce ma dobre, to widać jest przecież.

Do domu mnie odwiózł zaraz po zabawie –

chociaż innych miałam, na niego postawię.

Gdy się ze mną brykał w trawie koło domu,

co się ze mną działo – nie powiem nikomu.

Delikatnie bardzo zajrzał pod fartuszek,

Chcę wyjść za niego – przyznać wam się muszę.

Czy się Marian zdziwi na moje kochanie?

Na złe i na dobre ze mną pozostanie?

Tylko… jak powiedzieć, że z jego przyczyny

zaraz po weselu będziem robić chrzciny?

BARBARA GUSZAŁA (SZAMBELAN)

fot. prywatne archiwum poetki

Urodziła się i mieszka w malowniczej miejscowości w powiecie polkowickim. Poza prawdziwą pasją do pisania poetka ma inną – śpiewanie w zespole ludowym. Uwielbia kwiaty i drzewa, zwłaszcza brzozę. To one są inspiracją do pisania przez poetkę kolejnych wierszy.

Nostalgia

Gdzie się podziały te dawne wioseczki,

gdzie za domem na łące pasły się owieczki.

Kogut ludzi budził już o czwartej rano,

żeby zjeść śniadanie no i grabić siano.

Teraz cicho wszędzie,

czasem kura zagdacze u chłopa na grzędzie.

W nowoczesnej wiosce 

mleko masz z Biedronki,

ze Stokrotki kiełbasę,

u Chińczyka sajgonki.

Dożynki

Dziś w naszej wiosce mamy dożynki –

przyniosą nam wieńce, różne upominki.

Z pola piękne kłosy,

z ogrodów warzywa, 

bo się już skończyły u nas wreszcie żniwa.

Cieszą się rolnicy, niosą bochen chleba,

bo na każdym stole bardzo go potrzeba.

By nikt nie był głodny 

u nas i w powiecie,

niech nie braknie chleba

nikomu na świecie.

Więc podejdźcie bliżej

i słuchajcie mili –

my wam zaśpiewamy

o kłosach na polu,

o Lipce nad jeziorem –

słuchajcie zespołu.

Kwiaty w ogrodzie

Cudowny zapach z ogrodu 

unosi się dookoła.

Jaśminy, piwonie,

goździki brodate –

pięknem kolorów

ozdobiły rabatę.

Róże, jak królowe,

delikatnie ruszają się na wietrze, 

a lilie wonią swych kwiatów 

zmieniają powietrze.

Cóż może być piękniejsze od uroku kwiatów

w ogrodzie,

które zasypiają o słońca zachodzie?

 

Obrzęd kiszenia kapusty

1. Dziś będziemy w arboretum kapustę kisili –

najpierw głowy okrąglutkie, porządnie czyścili.

Ref. Listek po listeczku obrywać będziemy,

a potem kapustę dokładnie potniemy. 

2. Wskoczy Ania do beczułki i będzie deptała,

a gromada dookoła kapustę wrzucała.

Ref. Nóżka za nóżeczką w beczce sobie drepcze,

a Ania znów woła: “Daj kapusty jeszcze”.

3. Potem soku wypijemy, będziemy śpiewali, 

a wy nas zaproście za rok, byśmy przyjechali.

Ref. Szklanka za szklaneczką – soczek pić będziemy, 

a wy nas zaproście, na pewno przyjedziemy.

Świt na wsi

Pięknie na łąkach, gdy świt się budzi,

trawy i kwiaty w rosie skąpane.

Nie spotkasz na nich tak wcześnie ludzi,

tylko zwierzęta i ptactwo rozśpiewane.

W oddali droga polna,

stary krzyż przy niej stoi,

który chyli się ku ziemi z wolna –

pajęczyna koralami rosy go stroi.

ELŻBIETA JACH

fot. prywatne archiwum poetki

Z  wykształcenia  jest  pedagogiem,  z  zamiłowania poetką, rzeźbiarką i pasjonatką kultury ludowej. Stworzyła i udostępnia zwiedzającym prywatne, małe muzeum „Spichlerz Regionalny”. Pisze wiersze, bajki, fraszki i inne utwory satyryczne dla dorosłych oraz wiersze i opowiadania dla dzieci. Wydała  16 pozycji książkowych i zredagowała kilka książek członków Grupy Literackiej „Wiklina”, w tym dwa almanachy tej grupy. Jej utwory znajdują się w ponad 40-tu antologiach ogólnopolskich i międzynarodowych. Jest członkiem Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Autorów Polskich II Oddz. Warszawski.

Kuszenie

Kalina, malina – a-ja-ja-jaj!

Chodź ze mną do kina – a-ja-ja-jaj!

Przytulę cię, miła, boś ładna dziewczyna,

przytulę cię miła – a-ja-ja-jaj!

Kotlety ze schabu – a-ja-ja-jaj!

Chodź ze mną do sadu – a-ja-ja-jaj!

Zerwę ci jabłuszko i cmoknę cię w uszko,

zerwę ci jabłuszko – a-ja-ja-jaj!

Pomidor z ogórkiem – a-ja-ja-jaj!

Chodź ze mną na górkę – a-ja-ja-jaj!

Skradnę ci całusa, bo rośnie pokusa,

skradnę ci całusa – a-ja-ja-jaj!

Bułeczka, jajeczko – a-ja-ja-jaj!

Chodź ze mną nad rzeczkę – a-ja-ja-jaj!
Usta ci scałuję, aż rozkosz poczujesz,

usta ci scałuję – a-ja-ja-jaj!

Gruszeczka, jabłuszko – a-ja-ja-jaj!

Chodź ze mną na łóżko – a-ja-ja-jaj!

Pofruniesz do nieba – nic więcej nie trzeba,

pofruniesz do nieba – a-ja-ja-jaj!

Dziewczyna bez wianka – a-ja-ja-jaj!

Płakała do ranka – a-ja-ja-jaj!

Idź prędko do domu – nie skarż się nikomu,

idź prędko do domu – a-ja-ja-jaj!

Folk – to jest to!

Oj, grajcie mi, skrzypeczki,

grajcie wesolutko,

bo ja się wciąż raduję

waszą skoczną nutką.

Oj, grajże, muzykancie,

aż drzazgi polecą –

niech nasze dziewuszeczki,

nie siedzą przy piecu.

Oj nie ma to, nie ma

jak folkowe granie –

można się wyhulać

i minie ci spanie.

Oj, pójdę ja, pójdę,

na wiejska zabawę –

gorzałki się napiję,

obtańcuję babę!

Będziemy tańcowali

do białego ranka,

aż ptaszki się pobudzą,

ojce… pomarudzą!

Sianokosy, oj dana!

Dzisiaj z samiutkiego rana,

poszła Marysia do siana ­–

oj dana!

Do pomocy wzięła Franka,

swego cichego kochanka –

oj dana!

Wszystkie kopki rozrzucili,

jedną sobie zostawili –

oj dana!

Nie ma co do domu wracać,

bo znowu trzeba przewracać –

oj dana!

Cały dzień na łące byli,

sianko cudnie wysuszyli –

oj dana!

Teraz na wóz i do domu!

Wrzucą siano do stodoły –

oj dana!

A w stodole na sianeczku

wspomni Maryś o wianeczku –

oj dana!

Traf

Trafiła ci się Mania  –

jak igła w stogu siana!

Uszyje, ugotuje,

skarpety zaceruje!

W piwnicy weków tysiąc,

tych w spiżarni nie licząc.

Trafiła ci się Mania –

jak igła w stogu siana!

Umie z ludźmi zagadać,

językiem francuskim włada!

Śpiewa w kościelnym chórze,

ma oczy… takie duże!

Trafiła ci się Mania –

jak igła w stogu siana!

Miałeś farta chłopaku,

choć byłeś „po pijaku”,

że cię Mania zechciała

i na męża wybrała.

Trafił ci się Maryś chłop,

jakbyś trafiła kulą w płot!

Znalazłaś go w stogu siana –

po prostu – rzecz niesłychana!

Aerobik na ludowo

Hop, hop, hop! Skok, skok w bok!

Skłon, skłon, skłon – wałki won!

Plask, plask, płask! Leż na płask!

Oj, tak, tak – sił mi brak!

Rym, cym, cym – ni mom cym…

Oj, oj, oj – w to mi groj!

Hop, siup, siup – w tył i w przód.

Kic, kic, kic – ni mom nic

ni tu, ni tam…

Ej, trenerze, ćwicz se sam!

Ja tam wolę chudnąć w tańcu,

niźli ćwiczyć sto łamańców!

Oj, oj, oj ­–

w to mi groj!

Hulać, hulać obertasa!

Podskakiwać – hopsasa!

Uda schudną, brzuch opadnie,

gdy se potańcuję ładnie –

z Heńkiem, Frankiem i Maniusiem.

Będę zgrabna jak lalusia! Hej!

 

EWA KACZMARCZYK

for. prywatne archiwum poetki

Pisze wiersze, opowiadania, bajki i… Ikony, a także rysuje i maluje. Jest autorką kilkunastu książek. Swoją twórczość publikowała w licznych almanachach, antologiach oraz czasopismach. Prowadzi Radomszczański Uniwersytet III Wieku. Jest członkinią Stowarzyszenia Literackiego „Ponad”, Stowarzyszenia Autorów Polskich i należy do ogólnopolskiej Grupy Literycznej NA KRECHĘ. Jej zainteresowania obejmują: literaturę, muzykę, film, fotografię, malarstwo, wszelakie. Prowadzi spotkania i warsztaty dla dzieci oraz młodzieży. Jej wiersze tłumaczono na języki angielski, bengalski, francuski, niemiecki i włoski.

Wieś ETNO

lasem łąką pachnie wkoło

dawno kiedy byłam mała

zapach wiejskich dróg

był inny

najlepsze było popołudnie

wszyscy odpoczynek mały mieli

kompot ze szklanek

lub jagód kiedy upał kawa zbożowa

słonce piekło po polach i łąkach

w stawie chłód łapany w oddechu

wieczorem słyszane pieśni koło krzyża

a krowy czarno-białe w tej okolicy

do domostw spacerowały

cudne niebo nocą

gwiezdne nad naszymi głowami

i to echo rechotu żab

świerszczy za studnią śpiewanie

Czas szczęśliwy

tu jest czas jakby zatrzymany

śpiewem słońcem deszczem

zwolniło wszystko na tryb spoczynku

słychać wszystko

najdrobniejszy śpiew ptaka

nawet spacerowanie sarenek

umykające zające

uśmiech od rana towarzyszy

bo ekologiczne etno

wita o poranku

pies zaszczeka

kot rano miski pilnuje

taki to świat

jakoby w tej ciszy

wszystko jest łatwiej

przy płocie wystajesz z ludźmi

normalnie nie patrząc

że się nie zdąży

nie liczysz czasu

jesteś szczęśliwa

Wiejski świat

jest wyjątkowy bo tu na wsi

to miejsce

które jest jak królowa

wyjątkowe

zachwyca serce i oczy

sianko czuć w zapachu

bawić się można w przestrzeni pola

czasem ktoś na drodze się pojawi

co dzień to listonosz na rowerze

samo zdrowie w ogródku

swojska kuchnia z pieca

z grządki szczypiorek poziomki

orzechy laskowe

kwiaty wokół kwitną

motyle bawią się w chowanego

Mój świat

Mój mały a zarazem wielki świat

Na polu przestrzeni wolności

Na płotku kotek z uśmiechem

Leniwym już od rana mnie wita

Mój zegar to kogut

Punktualnie godzinę

Pobudki wyznacza

Mój mały świat skansen marzeń

Ciszy i czasu

Delektuje się życiem

Minuta po minucie

Ty właśnie

Tu

Gdzie obraz lasu  pól i łąki

wpisane w codzienność

Bogaty w mej inspiracji

Nic już nie chcę

Tylko ten świat

Tylko ten obraz

Tylko ten ciszy smak

I mój czas dla ciebie

Ziemio ma

Cudowności

Cuda świata tu i teraz –

moje dni z dawnych lat.

Całkiem niedawno byłam taka mała,

a teraz ten sam świat tylko zmienia się wkoło

to każdego dnia tworzy mój świat.

Chciałabym, żeby w obłokach

wśród wszystkich świętych znalazła się kraina

„dobra z lat minionych”.

Żeby tam była oaza spokoju

jak na początku stworzenia świata,

jak wtedy – z kwiatami i zwierzętami.

Żeby była nasza babcia i dziadek,

jagody i miętowa herbata, kompot ze szklanek,

w studni schłodzony,

żeby moja lala porcelanowa siedziała na swojej półce –

ona zawsze mrugała oczami  i mówiła do mnie mama,

żeby kot, który chodził po firance, biegał jak zawsze,

ludziki kwiatowe do mnie wróciły,

aby chór piękny tworzyły.

Żeby książki, ulubione pawie piórka, aniołki, muszelki, kamyczki czekały na mnie.

Chciałabym, aby w niebie znalazło się miejsce

dla wszystkich moich koleżanek, przyjaciół od serca –

tak właśnie, tak właśnie nieoczekiwane,

te z tęsknotą oczekiwane, cuda świata

to taka kraina szczęścia.

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

Magdalena Kapuścinska
fot. Marzena Hettich-Uryszek

Poetka, satyryczka, prozatorka, dramatopisa-rka (w komediowej odsłonie), wydawczyni z prawdziwą pasją, baba z pazurem i piórem. Autorka kilkunastu książek, redaktorka ponad stu. Laureatka nagród w dziedzinie humanizmu, literatury i kultury o zasięgu krajowym oraz światowym.

Gusia Ballada

Przy starej cukrowni guś studiuje słownik –

wydziobuje słowa jak ta mundra głowa.

Wcięgła wionek w piyrze, piórem-etno pisze –

jak jej to nie wyndzie, nie napisze wincyj.

– Odłóżże ten papier i lepiej się napij

wiejskiej naleweczki prosto z buteleczki.

– Hej, wieluńska gusko, co żeś w pasie wonsko,

idźze se na łoncke z gusiorem za roncke.

Niech siednie na kamień,

a ty siodnij na nim.

– Hej, wieluńska gusko, zdejmijże sukiynke –

puśćże do mnie oczko, poka piersi jędrne.

Lec guska go nie chce, bo łon inne depce.

Po łonce je goni, gdy mu łogon stoi.

Ucieka mu boso, bez pole, gdzie proso.

Ucieka bez żyto, bo już jest upito.

Dopad ją gusiorek po zmierzchu we wtorek.

Ta się tak stęskniła – już się nie broniła

Tera kuper boli, tak ją wy…

                                                           gęgolił

Folk(l)Ove Poe

Hej, gdzieś pod Wieluniem mieszka poetessa.

Miodem poi kunie, piórem w wersach miesza.

Oj gusie, oj gusie znajo te Magdusie.

Znajo i poeci – chmara się tu zleci.

Hej, gdzieś pod Wieluniem pisze se książeczki

Na miotle se frunie, widać jej majteczki.

Oj gusie, oj gusie znajo te Magdusie.

Znajo i poeci – chmara się tu zleci.

Hej, gdzieś pod Wieluniem, zara w Bieniądzicach,

palcem wymachuje, gdy ją najdzie chcica.

Oj gusie, oj gusie znajo te Magdusie.

Znajo i poeci – chmara się tu zleci.

Hej, gdzieś pod Wieluniem, w województwie łodzkim,

nowe wiersze snuje, nasłuchuje młócki.

Oj gusie, oj gusie znajo te Magdusie.

Znajo i poeci – chmara się tu zleci.

Hej, gdzieś pod Wieluniem – tam, gdzie lisie pole,

chłopu wykrzykuje: – No weźże mi polej!

Oj gusie, oj gusie znajo te Magdusie.

Znajo i poeci – chmara się tu zleci.

Hej, gdzieś pod Wieluniem, blisko Widoradza,

bez przerwy rymuje, słowem se dogadza.

Oj gusie, oj gusie znajo te Magdusie.
Znajo i poeci – chmara się tu zleci.

Wianek

Straciła swój wianek

Od nocnych zachcianek

Noc Kupały

Jak donoszą stare porzekadła,

panny i panowie młodzi

szwendają się po mokradłach,

szukając kwiatu paproci.

Płonęły Westy kurhany –

w nich uzdrawiające zioła.

Wiedźmy ruszyły w tany –

nikt powstrzymać ich nie zdoła.

Łowiono wianki dziewicze.

Niejeden cnotliwej szukał,

jak ludowy każe zwyczaj…

Kwiatu paproci lepiej poszukaj!

Noc czerwcowa

Wraz z majowym deszczem odeszły łez rzewne strugi.

Noc stała się krótsza, a dzień upalny i długi.

W spodniach się gotowało, bo upał zewsząd napierał.

Gdy panna szła w sukni – każdy ją wzrokiem rozbierał.

Zdejmij suknię białą, krótką jak noc czerwcowa,

zrzuć wianek, Daneczko,  Jaśko będzie… pilnował.

Ref.

Po bieluśki ranek, oj Dana, ta Danka

zrzucała swój wianek na ramiona Janka:

– Dziewczyno! Dziewczyno! Gdzieś podziała wianek?

– Skradł mi go, matulo, Kochanowski Janek.

Już od kilku wieków nakazuje tak tradycja –

panienka u brzegu wianuszkiem swoim zachwyca.

Za dziewiczym wiankiem,  w tataraków gęstwinie

Danuśka z Jankiem odważnie na całość idzie.

Zakwitła ich miłość kasztanowcem, jaśminem

i znowu knują coś – młoda wiedźma z wiedźminem.

Chłopka z portretów Marzeny Uryszek

Wiejska dziewczyna ma dom i psa,

i dzieci całą gromadę,

i każdego dnia podbija świat,

by rozprawić się ze strachem.

Ta chłopka ma wiejską urodę –

warkocz, piegi i obfity biust.

Nie to, co te miastowe młode –

wypindrzone od stóp do głów.

Nasza wieszczka ma wiejską stopę –

nie dla niej sportowe fury.

Dosiada Pegaza – na oklep

pędzi za zewem natury.

Wiejska dziewczyna, powiem śmielej,

niewielkie ma wymagania –

dzierży folklor na swym ciele

 i w utrzymaniu jest tania.

Wiejska dziewczyna z mody wręcz kpi!

Nie dla niej wybiegi mody

i też nie dla niej Hot Cuture,

i doceniają to chłopy.

Ta chłopka nie leni się nigdy!

To wzór jest pracowitości!

Wciąż ręce ma pełne roboty,

zamiast… obiektu miłości.

MONIKA MILCZAREK

fot. Mariusz Mikołajczyk

Nauczycielka języka angielskiego i poetka. Urodziła się i mieszka w Sieradzu. Wydała cztery  tomiki: „Krzyk Źrenic” (2001),  „Tatuaż duszy”(2013)”Piórnik Przemian” (2017) i „Uwaga, nie dotykać” (Fundacja Dużego Formatu 2019). Jej wiersze były drukowane w  wielu antologiach. Laureatka i jurorka wielu konkursów poetyckich. Jej wiersze tłumaczone były na język angielski, hiszpański i francuski. Należy do sieradzkiej grupy poetyckiej „Desant”.

Szamanka

ogniu – mój przyjacielu

krocz za mną

weź wszystko

zatańcz ostatni taniec

z suknią ślubną

przymierz szklane pantofelki

na mnie już nie pasują

powąchaj białe kalie

bociana przytul płomieniami

nie zrobisz mu krzywdy

jest już martwy

on ustrzelił go z łuku

zatrzymaj się

przed drzwiami

dalej nie masz wstępu

Szeptucha

gdy byłam dzieckiem zawsze mówiła

żebym nie zbierała kamieni

bo przynoszą nieszczęście

nawet te najpiękniejsze

jak dorosłam dostałam jeden

w pierścionku zaręczynowym

Szarlotka

nazrywałam jabłek z naszego sadu

wszystkie robaczywe

mimo mojej troski

nie wiedziałam

że szukałeś najlepszego

gryz po gryzie

znalazłeś

ale nie tu

spaliłam ogród

i wszystkie węże

które do niego wpuściłeś

odesłałam ci paszport

byś miał wstęp do jej raju

Dziedzictwo

portret dziadków wrósł w ścianę niczym godło

krzesła świadkowie przeszłości

czekają w sadzie

złoty sekretnik pamięta zapach skóry

niejednej matki

chwile w kolorze sepii

błękitną krwią spisane

utrwalone w rodzinnym albumie

prawdę noszę na ustach

jak tatuaż

zapisaną w archiwach chromosomów

a ślepowron

trzepocze we mnie skrzydłami

nie pozwala zapomnieć

oddycham wolna

a biało-czerwone serce

nadaje rytm

codzienności

tej pępowiny nikt nie odetnie

Odczynianie

Maria obudziła się rozdygotana

niebieskie pastylki nie pomogły

znowu we śnie dotykały jej ręce starych mężczyzn

Maria rozsypuje sól wokół domu

robi znak krzyża wodą święconą

babka mówiła że to wypędza złego

Włóczykij

wysiadam z autobusu w dłoni ściskam zużyty bilet

trzy dwadzieścia i już jestem za miastem

głęboko zaciągam się powietrzem

płuca nieprzyzwyczajone do takiej zawartości tlenu buntują się

zapalam papierosa i idę ścieżką wzdłuż łąki

trampki grzęzną w błocie

obrzydliwe pomarańczowe ślimaki bez skorupek

machają czułkami na powitanie

jakby chciały powiedzieć dom jest nam niepotrzebny

Na przednówku ludzie umierają

kupię ogórki na Wielkanoc za 3.99

cebulą zabarwię jajka

sernik upiekę według przepisu babci

zacznę wierzyć w słowiańskiego boga i energię ziemi

założę zieloną sukienkę choć wiem że jest mi źle w zielonym

zrobię pasztet z zająca

udekoruję dom baziami i żonkilami

dam się zmoczyć w śmigusa

niech wrzucą mnie do stawu

będę odczyniać uroki

zaklinać na cztery strony świata

sąsiadce bocian przyniesie dziecko

kuzynka wyjdzie z depresji

wujek z raka

może wrócisz

nie budźcie mnie

JOLANTA REGGEL

fot. prywatne archiwum poetki

Ambasadorka „Głosu Seniora”, urodzona  i zamieszkała w Solcu Kujawskim. Wolny czas poświęca pisaniu. Wnuczęta kocha nad życie. Jej pasją jest poznawanie i zwiedzanie świata. Swoje wiersze publikuje od dawna w „ Głosie Seniora” Jej wiersze od niedawna trafiają do szerszej publiczności, ukazały się również m.in. w antologiach, wydawanych przez Fundację Poetariat Magdaleny Kapuścińskiej.

Wiosna na wsi

Wszystko się wkoło zieleni 

kolorami tęczy mieni

wokół drzewa kwiatki zieleń 

z lasu wyłania się jeleń.

Nadleciały bociany żurawie i gile

przy chatce zakwitły krokusy  

i żonkile 

rankiem słychać ptasi śpiew 

muśnięciem wietrzyka powiew.

A my leniwie nad jeziorem

mamy spotkanie z autorem 

wiersze recytujemy 

głośno się śmiejemy.

Na wieś dama przyjechała

Na wieś dama przyjechała

chatkę kupić miała zamiar

w modnych ciuchach przechadzała

zazdrość w babach wywołała

wreszcie  nabyła zagrody

i wybujałe ogrody

cieszyła się ogromnie

że będzie żyła w ciszy swobodnie

daleko od miastowego zgiełku

jednak nie wiedziała

że ciężka praca ją czekała

z początku się nie poddała

najpierw poszła do chlewika

nakarmić paszą konika

świnkom sianka nasypać

bo z niej taka była dama

na zwierzętach się nie znała

długo miejsca nie zagrzała

bo na wiosce się nie znała

zagrody zwierzęta sprzedała

na salony odleciała.

Wieś

Wieś nie jest już to co dawniej

ludzie wypowiadają się sławniej

już nie zaciągają i nie seplenią

chłopy z miastowymi się żenią

domy nie są już strzechami

dachy pokryte dachówkami

wille wypasione stawiają

dzieci do miast wysyłają.

Nie jest to wieś dawnych

zamierzchłych czasów

ta wieś to nowoczesność

wkoło ogrody pięknych bzów.

Pieski nie są na łańcuchach przy budzie

wolność i miłość dali im ludzie

ogrody kwiatami zdobiące

dom chlebem pachnącym

 w altance stoi ciepła kawa

na polu chłop buraki uprawia.

Gdy teraz na wieś przyjedziesz

Gdy na wieś teraz przyjedziesz

zobaczysz piękno już  nie odjedziesz

w dzień cisze nastają

nocą psy szczekają

agroturystyka rozwinięta

stara wieś odsunięta.

Młodzież wykształcona

wieś sobie teraz ceni

w remizach się spotykają

w strojach regionalnych śpiewają

gospodynie  haftują

wiersze recytują.

Wakacje na wsi 

Babcia bryczką  powozi

z dworca wnuczęta 

poprzywozi

z miasta przyjechały

by w obejściu pomóc.

Liwka podwórko pozamiatała 

Laurka chwasty powyrywała 

Leoś na drzewa się wdrapał

ptaki zwierzęta wypatrzał.

Po skończonej robocie 

w lakierkach i w żabocie 

poszli  z babcią do remizy 

gdzie odbyły się quizy.

Potem poszli na pole 

które było przy stodole 

kosiarki ruszyły na  sianokosy 

do ścinania nie  używano już kosy.

Tak wakacje końca dobiegły

czas wracać do miejskiego zgiełku .

ANDRZEJ WRÓBLEWSKI

fot. prywatne archiwum poety

(rocznik 1951) – emerytowany ekonomista. Autor piosenek, wierszy, bajek i utworów satyrycznych. Laureat ponad czterdziestu nagród w konkursach poetyckich. Zamieszcza swe utwory w zbiorowych publikacjach (antologie, almanachy). W 2019 r. opublikował debiutancki tomik poezji „Wiersze ewangeliczne 2005-2006”. W tym samym roku wydany został jego drugi tomik „Wiersze rychwałdzkie”, a w 2020 r. – zbiór humoresek pt. „Z życia emeryta”. W roku 2021 ukazała się ich druga część, a w 2022 r. – część trzecia. Czwarta część planowana jest na rok 2023.

Kurza Miss

Kiedyś w lesie wieść przechwycił
Jakiś rudy, sprytny lis,
Że się we wsi sołtys szczycił
Wyborami Kurzej Miss.

Każdy z wiejskich gospodarzy
Wytypować kurę miał –
Taką, którą los obdarzył
Tym najlepszym z kurzych ciał.

W dniu wyborów się udali
Wszyscy z zagród wprost na plac –
Każdy kurę własną chwalił
Przed obliczem wiejskich władz.

Sołtys razem z doradcami
Jurorami byli tu,
Rozmawiali godzinami
I wybrali kurę-cud.

A tymczasem wprost z zarośli
Chytry się wynurzył lis.
Przez chwileczkę tylko gościł,
Porwał w zębach Kurzą Miss.

W życiu często się przydarza
Taki gorzki, przykry fakt,
Który smuci gospodarza,
Kiedy… ochroniarzy brak.

Poszukiwacz

Raz chciał rolnik zdobyć żonę.

Udał się do telewizji,
Bo usłyszał, że tam one

Żądne są swej wiejskiej misji.

Tam podobno każda może

Doić krowy, karmić trzodę,
Pole orać na traktorze –

W letni skwar i w niepogodę.

Kiedy przybył i zobaczył

Gamę dam w szałowych szatach,
Zwątpił, czy z nich któraś raczy
Zamiast w szpilkach, iść w gumiakach.

Wrócił zatem do zagrody,
Do rodzinnej ziemi łona.
Da najlepsze mu wygody
Taka – na wsi urodzona.

Dyniowy sen

Znalazł rolnik ziarnko dyni.
Wrzucił w glebę obok domu,
Lecz zapomniał, co uczynił
Wobec różnych prac ogromu.

A tymczasem małe ziarnko
W ziemi tej nie próżnowało
I ochoczo rosło wartko,
Powiększając swoje ciało.

Zauważył dnia pewnego,
Że coś z glebą tą się dzieje,
Że z powodu nieznanego
Puchnie, rośnie i grubieje.

Z niej wyrasta wielka głowa,
Która harce wciąż wyczynia,
Szata jej pomarańczowa –
Przecież to jest zwykła dynia!

Lecz ta dynia była inna –
Można rzec, że wyjątkowa:
Każdej doby, co godzina,
Przyrastała jej połowa.

Już na dom napiera cała
I przechyla go, aż miło,
Jednak nie był nikt w opałach –
Wszystko we śnie się zdarzyło.

Zabawa w remizie

Dziś zabawa jest w remizie.

Przyjdą wszystkie wiejskie cizie,

Przyjdzie także, wrażeń głodny,

Kawalerów zastęp godny.

Będzie bufet, a w nim piwo,

Zespół, który gra na żywo

W ciepły wieczór, w czas lipcowy –

Dobry reset to dla głowy.

Tańce się zaczęły wkrótce.

Po dwóch piwkach i po wódce

W myślach się agresja rodzi,

Która bójkę musi spłodzić.

Jest okazja – w pewnej chwili

Na zabawę tu przybyli

Z innej wioski nieznajomi –

Trzeba wszystkich ich poskromić!

Mają zaraz się oddalać,

Bo od dziewczyn naszych – wara!

Lecz przybysze też są skorzy,

By wódeczki nieco spożyć.

Gdy dodają piwek kilka,

To wystarczy jedna chwilka,

By do gardeł innym skoczyć,

Z nienawiścią spojrzeć w oczy.

Wkrótce idą w ruch stoliki,

Krzesła trzeszczą, grzmią okrzyki,

Krawat ściska się pod szyją,

Gdy się wszyscy wokół biją.

Trzeba zaraz go rozluźnić –

Nie wie nikt, co będzie później.

Ktoś, kto szukać chciał ratunku,

Wezwał patrol z posterunku.

Przyjechali, pogrozili,

Krewkie głowy wnet schłodzili.

Zwiędły już waleczne dłonie

I zabawy nastał koniec,

Lecz u wszystkich słodka mina –

Będzie później co wspominać.

AGNIESZKA SŁOMIŃSKA (ŻANKOWSKA)

fot. z domowego archiwum poetki

Jak poetka sama o sobie mówi – typowa “wieśniaczka”. Pochodzi z malowniczej miejscowości Droglowice, w powiecie głogowskim, dlatego też tematyka niniejszej antologii nie jest jej obca. Odkąd pisze, czyli od 16 roku życia, wieś i klimaty z nią związane są motywami przewodnimi w jej utworach.

Sielsko-anielsko

Często wracam myślami 

do miejsc, związanych z sielskimi latami.

Do łąk pełnych kwiatów,

skrywanych w lesie z grzybami zakamarków.

Gdy po burzy pachniała zroszona deszczem, świeżo skoszona, trawa.

Myśl o lecie na wsi me zmysły napawa.

A przecież nie tak dawno to było,

beztroskie życie na wsi

na wygodnictwie w mieście się zamieniło.

Gdyby tak choć na dzień, może dwa,

wrócić w te miejsca,

by móc znów obudzić się

skoro świt – z pianiem kura.

Nie wstydzić się tego,

 że czasem słoma wystaje z buta.

Hej chłopaku

1. Mój Ty kochaneczku, widziałam Cię nad potokiem –

nabierałeś cebrem wodę, zauroczyłeś swym urokiem.

Ref. Hej, chłopaku, co Ty w sobie masz?

Hej, chłopaku, czy mi serce swoje dasz?

2. Mój Ty kochaneczku, widziałam Cię przy chałupie. Obgrywałeś młodych – już mi nóżka tupie.

3. Mój Ty kochaneczku, oczy się spotkały.
Nieznośne figielki ciała przeszywały.

4. Mój Ty kochaneczku, już Ci jestem oddana.
Tańcuj ze mną, tańcuj, do białego rana.

5. Mój Ty kochaneczku, nie żałuj mi tańca.

Niechaj mi zazdrości niejedna we wsi panna.

6. Mój Ty kochaneczku, Bóg zaprowadzi przed kobierzec.
Matula uplecie z polnych kwiatów wieniec.

7. Mój Ty kochaneczku, Bóg w rękach los nasz trzyma. Jak nam pobłogosławi, da córkę i syna. 

Miastowy chłop

Wyszedł chłop z miasta na pole.

Drapiąc się po czole,

Rozmyśla, w co zainwestować:

w zboże, buraki, 

czy może zacząć zwierzynę hodować.

Nie będzie pogody, zbiory będą  marne –

nie będzie czym karmić, bydlę nie przeżyje.

Zastanawia się, czy dobrze zrobił,

że miasto na wieś zamienił.

Choćby miastowym był ci w głębi duszy,

niejednego twardziela urok wsi wzruszy.

To nie wstyd, że czasem słoma z buta wystaje.

To nie wstyd, że Pan miastowy chłopem się staje.

Wstydem jest naśmiewanie się 

“AAA, TO WIEŚNIACY”. 

Tylko że dzięki tym “wieśniakom”

miastowi mają wszystko podane na złotej tacy.

Zatrzymany czas

Dookoła cisza, pola, las –

tu dla mnie zatrzymał się czas.

Wróciłam w rodzinne miejsca,

gdzie moja mała ojczyzna. 

Widoki przyprawiają o szybsze bicie serca.

Gdzie nim słońce wstanie,

kur zaczyna swe pianie,

gdzie w lecie czuć 

zapach świeżo skoszonej trawy,

jesienią można zerwać i skosztować 

soczystych malin.

Zimą z gospodarzami urządzić 

kulig o zmroku,

wiosną zrywać kwiaty na łąkach –

każda pora na wsi ma w sobie wiele uroku.

A ja zatrzymuje czas, 

trzymając kartkę i długopis w dłoniach.

Moja oda do wsi

 “Wsi wesoła, wsi kolorowa”, 

kto się tu nie urodził,

wyobrazić sobie nie zdoła,

Co go tu omija,

Jak piękna jest polska, wiejska ziemia.

Gdy co dzień budzisz się o świcie,

promienie słońca rozpraszają się po izbie.

Gdy kroczysz po ogrodzie, pokrytym rosą,

najlepiej tak… boso.

Czujesz pod stopami kwieciem ozdobione,

niczym chodnik przystrojony 

dla panny młodej.

Z powiem wiatru tańczysz – 

tak, jak gra muzyka.

Lecz gdy zasypiasz, 

nie nastawiasz budzika.

Życie na wsi całkiem inaczej płynie –

nie przyglądasz się mijającej godzinie.

Tylko gdzieś w oddali słychać 

szum miejskiego zgiełku,

pogoni za mamoną.

A ja siedzę tu na wsi

z uplecioną na głowie, 

z polnych kwiatów, koroną.